Sprawa pierwsza: życzę wszystkiego najlepszego wszystkim paniom/dziewczynom/klaczom z okazji Dnia Kobiet! ;)

Sprawa druga: ostatnio napisałem, że postaram się jakoś urozmaicić wam czekanie na dalsze części tłumaczenia. W związku z tym będę m.in. umieszczał od czasu do czasu krótkie fragmenty z kolejnych rozdziałów, żebyście mieli nad czym rozmyślać ;) Postaram się robić to tak, aby nie zdradzać za dużo - nie będę więc podawał nawet numeru rozdziału, z którego pochodzi dana część.

No to zaczynamy! Na sam początek, coś bardzo tajemniczego...

----------------------
Zaczynało jej brakować powietrza, a lodowata woda zmroziła ciało do szpiku kości. Ciemność ogarnęła ją ze wszystkich stron - klacz nie była już nawet pewna, gdzie jest góra, a gdzie dół. Prądy wokół niej szalały tam i z powrotem, w całkowicie losowy sposób, sprawiając, że pływanie było niemal niemożliwe. Starała się je pokonać, oddalając się w kierunku, który, jak miała nadzieję, doprowadzi ją na powierzchnię.

Po kilku chwilach dostrzegła małe światło w oddali. Mrowienie z tyłu głowy mówiło jej, żeby płynęła w kierunku tego światła, że za nim znajdzie schronienie i spokój. Na kilka sekund przeszyła ją jednak trwoga - czy „podążanie w stronę światła” nie kojarzyło się zwykle z nieco innym rodzajem schronienia i pokoju? Palący ból w płucach i pragnienie powietrza przekonały ją jednak, aby mimo wszystko zaryzykowała. Płynęła więc. Światło stawało się coraz większe i po niedługim czasie klacz mogła dostrzec jego refleksy na wodzie.

Wynurzyła się na powierzchnię i natychmiast złapała głęboki, długo oczekiwany oddech, a po nim następny, i następny. Powietrze nigdy wcześniej nie smakowało tak dobrze. Poczuła też, że woda dookoła stała się jakby spokojniejsza i cieplejsza, niemal przyjemna. Skorzystała z okazji, aby chwilę odpocząć, unosząc się na morskiej tafli.
----------------------